Menu

Panta rhei

o tym o czym nie masz mieć wiedzy

pan_tarei
Przed świtem, a właściwie, jeszcze w nocy zbudził mnie ból. Ból egzystencjalny, a nim oczy rozpoznały w szarzyźnie za oknem nadchodzący ranek, pojawił się ból łatwiejszy, ten codzienny, fizyczny. Dzięki niemu uniosłem głowę, choć była napełniona kilogramami ołowiu – tak czułem – i oderwanie jej od mokrej, od mojego potu, poduszki graniczyło z beznadzieją, jaką bez szukania odnajdowałem w sobie.Ból , ból i tylko ból. Głowa, kark, plecy, noga i z powrotem stawy , przez krzyż do głowy. I świadomość, że tak jest i tak być musi, gdyż tak mi przypadło. Niby wiem, niby się oswoiłem, a nawet przywykłem, to jednak…Szarość za oknem bladła, a może wpierw posiniała, by przez minuty porażającej samotności rozjaśnieć i stać się światłem…
pan_tarei
Teoretycznie mam nieograniczoną ilość czasu na pisanie bloga, lecz praktycznie nie mam kiedy zredagować tekstu, który nadawałby się do publikacji.
W tej chwili, gdy nadludzkim wysiłkiem próbuję cośkolwiek sklecić, powieki przygniata mi przemożna fałszywa senność. Fałszywa, bo zaledwie położę się do łóżka, pragnienie snu zniknie razem ze światłem zgaszonej lampy.
W końcu sen nadejdzie, ale krótki i nierelaksujący.
Wstając rankiem,  znowu będę senny i zmęczony.
pan_tarei
Noc taka piękna i rześka. Księżyc wydaje się srebrnym światłem ocieplać mój pokój przez uchylone okno. Jego promienie muskają bez szmerowo dawno nieoglądane kąty i odkrywają nieznane elementy wystroju. Zapomniana butelka po piwie rozbłysła dyskretnym brązowym światłem, gdy księżycowy, srebrny szperacz  przemknął po jej zakurzonym szkle. Niedbale rzucony i przy piątej nodze stołu ukryty dotąd, zalśnił nagle, jak perła, kulisty, drobny kształt - kartka papieru z wierszem zapomnianym niedouczonego licealisty. Z wierszem niepowtarzalnym, serdecznym, ale uczuciowym i choć nieprzystawalnym do tego świata, i do tego pojmowania go  dzisiejszego, to pięknym jakoś w swojej nieporadności. Kurz srebrzysty, jak marzenia niespełnione uniósł się, gdy podnosiłem ów skrawek nieczytelnej już, ale jedynej prawdziwej poezji i wokół głowy wiruje. Teraz jest? Teraz są? Zawsze był, zawsze były, bo to moja dziupla przecież - skarbiec marzeń niespełnionych.
pan_tarei
Jestem tylko swoją własną przeszłością, moja tożsamość, to moja pamięć. Odcinam się jednak od niej i żyję wyłącznie teraźniejszością, domniemywając incydentalnie przyszłość. Minione wydarzenia straciły znaczenie w ocenie życia, a przecież tylko one, tak naprawdę, określają mnie jako jednostkę, pozwalając mieć świadomość istnienia i bytu obecnego. Jestem tym, kim byłem dotąd, a raczej tym, co z siebie zdołałem zapamiętać. Dzisiejszy Ja, to moje przeszłe klęski i zwycięstwa, moje minione łzy i ich powstrzymany wiele razy wypływ. Zabawne, że tyle lat musiałem przeżyć, by zrozumieć, że wszystko, czym jestem, to przeszłość, a żyję jakbym jej nie miał. Przyszłości też.
pan_tarei
Tak sobie, niezależnie od zdarzeń i nadmiernej wrażliwości, wyszedłem poprzyglądać się światu. Tyle o nim słyszę, a nie znam go wcale. Jest, jak żubr, tuż za rogiem, niekiedy za zakrętem, niekiedy za kępą krzaków. Bliski nieznajomy. Widzimy się codziennie, a jakoś nie zapamiętałem jego twarzy. Zastanawiam się, czy on ją w ogóle ma. Ze zdumieniem konstatuje, że znam go tylko z opowiadań. Jest anegdotą, która nie zawsze wydaje się warta uwagi. Przeważnie taką się nie wydaje, a może zbyt nieuważnie słucham? Przyglądam się teraz, bo po to wyszedłem przecież. Nie... Wracam do siebie, czyli nigdzie.

© Panta rhei
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci