RSS
niedziela, 13 listopada 2011

Niezależnie od zdarzeń i nadmiernej wrażliwości, poszedłem poprzyglądać się światu. Tyle o nim słyszę, a nie znam go wcale. Jest, jak żubr, tuż za rogiem, niekiedy za zakrętem, niekiedy za kępą krzaków i drzew. Bliski nieznajomy. Widzimy się podobno codziennie, a jakoś nie zapamiętałem jego twarzy. Zastanawiam się, czy on ją w ogóle ma. Ze zdumieniem konstatuję, że znam go tylko z opowiadań. Jest anegdotą, która nie zawsze wydaje mi sie warta uwagi. Przeważnie nie poświęcam jej uwagi. Nieuważnie słucham. Przyglądam się teraz, bo w tym celu wyszedłem przecież. Nie... Wracam do siebie, czyli nigdzie.

00:53, pan_tarei
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 października 2011

Coraz mnie mniej. To, co się porusza i potyka na coraz drobniejszych przeszkodach, to nie ja przecież. To jakaś bezzwłoka skorupa bez zawierań -  zwietrzały skafander astronauty, który nie przeszedł testów na lot ku gwiazdom. Pozwolono mi polatać szybowcem, ale i w nim połamałem skrzydła. Pozbierałem się, wygrzebałem ze sterty drzazg i brezentowych łachmanów, żeby bluźnić nieśmierci. Kaleka z garbem nieosiągniętych celów.

01:38, pan_tarei
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 sierpnia 2011

Odgradzam się od świata. Płotem ohydnym z żerdzi nieheblowanych, sztachet nieociosanych. Stawiam płot od środka, wbijam gwoździe ostrzami na zewnątrz, bo to taki ostropłot będzie, a jak sztachety naostrzę, to i ostrokół.Będzie szczerzył kły na wszystkich. Zamykam swoją przestrzeń, swoje miejsce na ziemi, które zapuszczę po swojemu. Dam chwastom wolę rośnięcia i kwiatom szanse, niech się bronią przed pokrzywami. Jeśli przeżyją, będzie rozmaiciej, jeśli nie, będzie zwyczajniej. Na środku mojej zamkniętej przestrzeni wykopię dół głęboki i zapełnię go ciemnością, a potem siądę i będę się weń wpatrywał, by oczy oswoić z tym, co nieuniknione, z tym, co konieczne. Na pryzmie czarnej ziemi, wydobytej z dołu ciemności, wić się będą robaki i glisty, pożerając się wzajemnie, nie bacząc, że wrony i kruki rozdziobują je bezlitośnie, nieciekawe ich wzajemnej żarłoczności. Moja czarna, mordercza kocica w zbrodniczym zapale polowania, łowić będzie nieuważne ptaki, zajęte odrobaczaniem pryzmy mojego czarnoziemu. Mnie to nie obejdzie nic. Moje oczy mrok nasyci, wypływający z dołu na kształt kłębów smolistej pary, ciężkiej i duszącej. I o nic więcej nie chodzi.

23:18, pan_tarei
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 kwietnia 2011

Zacietrzewiam się i poniżając straszliwie swoje zniechęcenia, staję z odkrytym torsem przed zwierciadłem mojej duszy. Nie zwracam uwagi na jej szyderczy chichot, który cichnie powoli w miarę narastania mojej determinacji i naprężenia mięśni pod obnażoną nagością mojej skóry, niemłodej, nieelastycznej, ale pomimo szorstkości i zgrubień wciąż przyklejonej do zgarbionego kośćca mojej utytłanej w niewierze osobowości. Widzę, jak moje mętne oczy klarują się z wolna i przybierają ów prawie złocisty blask pewności siebie i niczym oszczędne żarówki, rozjarzają się coraz mocniejszym światłem. Wkrótce oczy zaczną mnie boleć od wpatrywania się w to swoje światło. Rozpinam ramiona, nie bacząc na cudze uczucia urażone podobieństwem do uwznioślonej udręką pozy. Bo czemu mam baczyć ? Wszak jestem od założenia podwalin podobny do największej Chwały. Na obraz i podobieństwo jestem. Zwierciadło mojej duszy ledwie mieści mój rozpięty kształt, niepodatny na strugi zimnych biczów niepomyślnych zdarzeń i na wbijające się w moje nadgarstki gwoździe bolesnych chwil. Wkłuwające się w czoło kolce zwątpień, spływające ciemnymi strużkami rezygnacji kruszą się w płatki akacjowych kwiatów, rozrzucane przez przejęte dzieci. Unoszę się w górę bez stelaża ze skrzyżowanych drew i wygładzam twarz z grymasów rozczarowań i zwątpień. Ból odpływa z krwią i intensywniejącą bladością. Nie pięknieją moje rysy, lecz szlachetnieje owal twarzy i siwy zarost zamienia się w srebrną świetlistość.

01:10, pan_tarei
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 kwietnia 2011

Znikam. Nieuchronnie do tego płynęły przez powietrze poplątane nitki zdarzeń. Bo motyl efektownie i efektywnie użył swoich skrzydeł tęczobłystnych. Huragan następstw spędził chmury w kłębowisko cyklonowych wirów. Teraz trąba powietrzna - jerychońska jakby - rzuca mną gdzieś w odlegle, gdzie byłem już kiedyś, ale powodu sobie przypomnieć nie mogę. Może nigdy nie istniał...

00:30, pan_tarei
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 kwietnia 2011

Często się mylę w odbiorze faktów i w ocenie zdarzeń. Źle widzę po prostu i przedmioty niezbyt bliskie zlewają mi się w mglistą ścianę. Przestaję wierzyć własnym zmysłom i własnej wrażliwości. Zawiodłem się na nich. Miałem kiedyś taki etap w życiu, gdy zamknąłem się przed światem zewnętrznym i nie interesowałem się niczym, co zdarzało się za moim płotem. Istniało tylko to, co do płotu, za płotem nie było istnienia. Gdyby wówczas nastąpił koniec świata, nie spostrzegłbym tego. Może zresztą nastąpił. Nieistotne. Zakończony i odnowiony, lub niezakończony i tak samo niepojmowalny świat postąpił ze mną tak, jak ja z nim - pozbył się mnie. Przestałem dla niego istnieć. Nawet listów do mnie nie pisał. Kiedy otworzyłem wreszcie furtkę, zmęczony nadmiarem własnego towarzystwa, pustka po mnie o mało nie zawróciła mnie z drogi. Świat ani za mną nie tęsknił, ani mnie nie potrzebował. Nie miał najmniejszej blizny po moim istnieniu. A taki się sobie wydawałem niezbędny.

12:46, pan_tarei
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 stycznia 2011
Spać mi się chcę tak po prostu. Spać mi się chce zwyczajnie. Spać mi sie chcę po ludzku, po dniu spać mi się chcę. Moje powieki zmieniły strukturę, jak metal w retorcie alchemika. Zmieniły się, jednak, nie w złoto a ołów, pod który ktoś mi nasypał pokruszonego szkła. Będę jutro miał porysowane tęczówki ...
19:10, pan_tarei
Link Komentarze (1) »
niedziela, 28 listopada 2010
W subtelnych słowach chciałbym opisać swoją tęsknotę, smutek zrównoważony i leniwy strumyk moich myśli o Tobie. Bezradnie wycieram łzawiące oczy, by zobaczyć klawisze, które mają wyśpiewać piosenki mojej duszy. Wciąż, mi się jednak obraz zaciera, wciąż nie widzę nic, prócz mgły. Jesteś tylko impresjonistycznym portretem umieszczonym w pejzażu zgłosek i interpunkcyjnych znaków. Wirtualną Moną Lisą z rozmytych pikseli. Nie pamiętając Twoich kształtów i rysów twarzy, sycę się promienistym blaskiem, światłością pulsującą ekranu. Podobno można przeżyć, karmiąc się tylko światłem. To mozliwe pod warunkiem, że byłoby to światło Twoich oczu.
22:36, pan_tarei
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 listopada 2010
Jestem… i Ty bądź, bo potrzebuję, by ktoś był…niekoniecznie… wystarczy tak sobie, spokojnie… pozornie też… byle ciepło serca przemagało chłód… Każdemu wolno tęsknić i każdemu wolno być wytęsknionym… to przywilej nieszczęsny niedoinformowanych o bezsensie życia, posiadaczy potłuczonych serc. Jestem… Ty jesteś… przytknij dłoń do szyby… dzieli nas przestrzeń, ale nic poza nią, Zatem, nic nas nie dzieli… nic… zwyczajne nic… Dla mnie jesteś tuż obok… ocierają się o siebie nasze myśli… czasem, aż krzepnie krew przy dotknięciu …czasem cierpnie skóra… a czasem, tylko serce staje…
22:05, pan_tarei
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 września 2010

A Ciebie nie ma i pustki mi uczyniłaś w domu moim, po którym chodzę jak włóczykij omiatający wzrokiem puste miejsca, w których nie zastając Twojego cienia, zżymam się na każdą swoją myśl, bo jedna głupsza od drugiej i posępniejsza. Gonię zmąconym wzrokiem za plamą sennej ćmy obijającej się o sprzęty i ściany, próbującej znaleźć źródło światła, które jeszcze tak niedawno napełniało cały dom jasnością i ciepłem… Ale Ciebie nie ma w domu moim i pustka czarnymi bryłami zastawia mi drogę do miejsc, w których Twojego cienia szukam. I nie ma światła , do którego mogłaby polecieć ćma by w nim spalić się, jak ja niegdyś… Jak niegdyś.

22:09, pan_tarei
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18